niedziela, września 26, 2004

I znowu zniknęłam na długo… A było o czym pisać, było. Tego tygodnia nie spędziłam jak zwykły kujon z jedynki, o nie (a są tam tacy??). Może to potwierdzić sam profesor Mateja :D, którego spotkałam… Na koncercie w Zapiecku. No trudno, relacja będzie chaotyczna.
W czwartek o dwudziestej odwiedziłam pierwszy raz knajpę, która okaże się później jednym z bardzo ważnych miejsc na mojej mapce Łodzi – to wiem na pewno. Lokal jak lokal – tyle tylko, że: a) wśród bywalców jest multum moich znajomych, b) co tydzień odbywa się tam impreza Pt. „żeglarski czwartek”, c) właśnie zbankrutowała tawerna Margot (bu…L), a ja muszę od czasu do czasu gdzieś pośpiewać szanty.
A więc we czwartek bawiliśmy się z towarzyszami Gasparem i Stefanem na koncercie Czterech Ref, gdzie nadzialiśmy się na naszego nauczyciela informatyki. Uprzejmie się zdziwiliśmy, że go widzimy, on uprzejmie się zdziwił, że „pierwszaki przesiadują w takich spelunach”, po czym wywiązała się około półgodzinna konwersacja zakończona przez niego stwierdzeniem, że mamy u niego plusy oraz żebyśmy wypili jego zdrowie (w tym miejscu wtrącił się jego lekko podchmielony brat – profesor fizyki z okrzykiem: „Soczkiem!!”). Oczywiście w szkole nie chcieli mi wierzyć, sceptycy wstrętni, ale jeszcze się przekonają jutro na TI ;)
Natomiast osobą, która zdziwiła się, że nie byłam w Zapiecku nigdy wcześniej, był Jurek, który siedział z nami w Zarzęcinie w weekend – prowadził DeZetę. Tak! Zakosztowałam wreszcie żeglowania na tym satanistycznym wehikule! Zostawia niesamowite wrażenie. Jakbym się tak jeszcze nauczyła na tym porządnie żeglować… Mazury, szykujcie się…
Oprócz DeZety pływaliśmy jeszcze na Omegach, z których jedną prawie wywróciłam w ramach mocnego akcentu na zakończenie wypadu. Załoga zachwycona, sternik bardzo mokry (to była moja zemsta…), a łódka… No cóż, fajnie się pływa w wannie ;).
Taaak, a teraz się położę… A może jeszcze napiszę do gazetki gimnazjalnej recenzję dobrego filmu („Zakochany bez pamięci” – polecam romantykom i fanom klimatów Kaufmana), który dziś widziałam? Podkreślam, do gimnazjalnej, bo coś czuję, że ten „Koper” to będzie niewypał. Przy całych wysiłkach mocnego grona redaktorskiego z naszej klasy (Mateusz, Bartek, Łukasz) mam poważne podstawy do obaw o efekt końcowy. Coosh, 3mam kciuki i… biorę się do pisania.