piątek, czerwca 25, 2004

Na czym skończyłam? Na grze harcowej. Zaraz pod skarpetkami w szufladce leżą kartki z tekstami szant - z warsztatów "Morskie Opowieści" z Bursztynowymi Szeklami, czyli zawriowanym (i, dodajmy, zwycięskim) patrolem wędrowniczym 86 WŁDH. A potem... Festiwal! Nie muszę tym razem grzebać w pamięci, Witek zrobił przecież fotoreportaż, na który zapraszam pod www.kolumbowie.harc.pl. Dzięki temu zdjęcie z soboty widnieje radośnie na moim pulpicie :) Pamiętam, że jak schodziłyśmy ze sceny, pochwalił nas Tomek, drużynowy 86., za którym, jak powiada Kasia A. wzdycha żeńska część hufca :), i że podobno druhna z Warszawy, która jest pół Meksykanką, pochwaliła nas za dykcję (śpiewałyśmy po hiszpańsku). HURRA! A potem to już był totalny odjazd na karaoke nakręcany przez druhny Mirkę i Anię F... Nasz patrol (łącznie z drużynową) śpiewał wszystkie najbardziej obciachowe piosenki ("Chałupy welcome to", "Kolorowe jarmarki" i "Gdzie się podziały tamte prywatki") i robił siarę na maksa, że sie tak ładnie wyrażę. Mój komentarz wygłoszony, rzecz jasna, do mikrofonu, chyba dość nieźle podsumował nasz występ: "Dziś wieczór 23 ŁDH udowadnia, że nie mając za grosz głosu i nie znając tekstu też można śpiewać". No ba :))
A potem jeszcze krótka gra nocna (ach, te kłujące świerki!!), prośby i groźby Mirki mające na celu zmuszenie Rafała (komendanta szczepu) do zaśpiewania nam kołysanki, jakieś dwie godzinki snu i poranna warta od szóstej (jak wtedy było cicho!). I tak jakoś z soboty zrobiła się niedziela, stawiliśmy się na apelu kończącym i... cześć :(
P.S.
Chłopaki z 86. przyznali mi wyróżnienie z warsztatów za śpiewanie sprośnych piosenek :) Tego sie można było po nich spodziewać... Artur vel. Maciek, Kuba, Jasiek - dzięki!!!