czwartek, marca 08, 2007

Jestem z powrotem ! Zobaczymy na jak długo ;)
Tak tak, wiosna się zbliża, a ja znów zakopana w książkach... Ciężkie jest życie olimpijczyka. Wam się wszystkim może wydawać że to taka frajda, wziąć 2 tyg urlopu i siedzieć w domowym ciepełku. A to jest raczej Rzeźnia Frajda. W szkole mam znajomych, siedzę sobie w ławeczce cały Boży dzień, nie muszę nic robić specjalnie... A na urlopie zaczyna się ciężka praca. Trza wstać o poranku, wykopać się spod kołdry i stosu książek, umyć ząbki i do roboty. A po dwóch tygodniach w odosobnieniu zaczyna się dziczeć na dodatek, co objawia się napadem slinotoku na widok znajomej twarzy. Tak !

Pozdrawiam wszystkich olimpijczyków, spełnionych i tych mniej ;) :*

P.S.
Ale za to jakie ładne rzeczy się znajduje ucząc się francuskiego:


Jean-Baptiste Greuze, "Gitarzysta" (rokokoko ;))

piątek, grudnia 23, 2005

poniedziałek, listopada 14, 2005

Back !!!
Dawno mnie nie było. Po części dlatego że leżałam w łóżku złożona tajemniczą infekcją i dziurą w głowie, po części - jak zwykle - z lenistwa. A ta dziura w głowie to pozostałość po średnio ciekawej historii jak to z powodu wysokiej temperatury zemdlałam i rypnęłam główką o kaloryfer. No i szyte było. Ale wbrew pozorom znacznie gorsze było tych szwów zdejmowanie - tę traumę przeżyłam dzisiaj i właściwie przeżywam do teraz. Nie mogę do końca tygodnia umyć włosów :((( Ale co jak co - w życiu nie widziałam moich rodziców tak spanikowanych jak wtedy... Chyba jednak ktoś mnie kocha na tym świecie :P

Piszę co mi ślina na język (klawiaturę ?) przyniesie, jak zawsze, ale powiem szczerze że już sama nie wiem co mam o tych blogach myśleć. Po dyskusji ( a właściwie jej zalążku) z Kasią. Faktycznie są trochę phony, nawet bardzo nieraz, i większość z nich w sumie nie wiadomo po co powstaje ... Może o nich po prostu się nie myśli, tylko się je pisze ? I w sumie zazdroszczę Panu Sieroniowi - udało mu się wywołać u siebie mega dyskusję :D spiooszek.ziomek.us


Anie w Zlarinie - najmilsiejszym porciku w Chorwacji !

Chciałam to, Saperko, już dawno zamieścić ale coś nie wyszło :P Trochę techniki i człowiek się gubi...

poniedziałek, września 26, 2005

Eeech, dlaczego ja tak uwielbiam weekendy ?... Może dlatego, że z reguły robię wtedy ciekawsze rzeczy od siedzenia przed tym kolorowym pudełkiem ? A może dlatego, że z reguły nie wisi wtedy nade mną perspektywa pisania analizy porównawczej oświeceniowej satyry i piosenki Młynarskiego ? A może dlatego że wtedy mogę się położyć spać kiedy mi się będzie podobało bo i taksię wyśpię ? A może ... ja pitóle, nie starczy jeszcze tych powodów ?! .................
A wogle o jezusssssssss, a sie porobiło.... W mojej klasie dziwne rzeczy się dzieją, zachciało się ludziom amorów i się atmosfera ZAKWASIŁA........ [a tak a propos, dopiero mi sie przygoda przytrafiła z Albatrosiątkiem jednym :/ Bogu dzięki że nic z tego nie wyszło...] I jeszcze mi Mikut z Marysiem i Sławeczka też się pochorowaly... I Martusia złożyła podanie o przeniesienie do #Panie, daj mi cierpliwość# BIOLCHEMU tego najbardziej zrąbanego w szkole ...

Nie, ja wbrew pozorom wcale nie mam zepsutego humoru ani żadnego dołka, chandry ani niczego takiego, nie dajcie się zwieść pozorom. Może jestem odrobinkę zdezorientowana. Ale za to jutro ide do kina, opowiem, jak było :)

sobota, czerwca 25, 2005


Przej�cie... czwarty wymiar �odzi�

Za wszystko... Dziękuję :*
Jestem w innym świecie... Wszystko dzięki Przejściom. Jak zwykle wychodzę z ich koncertu jakaś zaczarowana... I jeszcze ta nasza Piotrkowska nocą... Ruchliwa, ale nie tak jak w dzień: radosna, rozkrzyczana, zabiegana, w pośpiechu... Nie, teraz ruch był raczej zblazowany, dość melancholijny i taki... pewien swojego uroku. Czuję się uwiedziona, zachwycona, zamyślona...

piątek, czerwca 17, 2005

I jeszcze smutnista nowinka na koniec: ze Stryjem się pożegnałam dzisiaj ! Na caaaaały miesiąc ;( Dostałam od niej upominek i pięknego liściocha, aż się wzruszyłam... Cytuję: "Powiedz Ty mi Ty, jakby wyglądał ten mój rok, gdybyśmy se wtedy tego dnia najpierwszego w ławce razem nie usiadły? Aż strach pomyśleć! No ale w końcu - przeznaczenie! :)" Sama prawda kumie! Chlip... Ale już za miesiąc se po górach razem połazimy, Stryjeńku Ty mój najprzewspanialszy...

A dziś kolejna realizacja pod kryptonimem "Z harcerskiego plecaka". To już trzeci program, który kręcimy z Kasią do naszych prób na stopnie rozmaite ! Okupiony ciągłym użeraniem się z p. Florczakiem (pseudo "szef" :P), który najchętniej zrobiłby półgodzinny program z dwudziestu minut materiału, najlepiej bez wychodzenia ze studio. Choć dzisiaj stanęło przede mną jeszcze poważniejsze wyzwanie: wytłumaczenie operatorowi Łukaszowi, że musztra nie ma na celu wyprania mózgu harcerzy, a drużynowi nie biorą kasy za to, co robią. Na moje pytanie, dlaczego właściwie to jego Florczak wyznaczył do kręcenia programu, odparł z tym swoim szerokim uśmiechem: "Bo ja też byłem kiedyś harcerzem" Lol :D

Ale schizy się działy przez ostatni tydzień ! Głowa mała. Najciekawsze dni:
Poniedziałek 6. czerwca - kręciliśmy pokaz musztry dla RetSatu w strugach deszczu (wielka buźka dla całej mojej drużyny za stawienie się w fantastycznym składzie i dzielne markowanie kroku w kałużach !!! :*), a potem przemoczona pojechałam na salsę; gdy wróciłam do domu o dziewiątej, głodna, zmęczona, mokra i zmarznięta, wlazłam natychmiast do kabiny prysznicowej, żeby odkryć, że... nie ma ciepłej wody. Ale co to dla prawdziwych komandosów z jedynki ! :P Jakoś się nie rozchorowałam do tej pory...
Środa 8 czerwca - i mój DELF. Poszło piknie całkiem, mimo że pomyliłam adresy - zamiast do Rektoratu UŁ zjawiłam się w Alliance Francaise, ale panie się nade mną zlitowały i znalazły mi dodatkowy arkusz egzaminu i wolne miejsce na sali. Potem zlitowały się jeszcze raz, gdy na kolejnym egzaminie, już po przenosinach do rektoratu, omal nie zemdlalam przez ból brzucha i zaparzyły mi ciepłej herbatki :))) Moja mama twierdzi, że mój skręt kiszek mial jakiś związek z owulacją. Całkiem prawdopodobne, widać jestem skazana na cierpienie...
Piątek, sobota, niedziela - LHZ. Upragniony naramiennik, sznur i... laska skautowa dla naszego patrolu!!! To był po prostu kosmos, najwspanialsza niespodzianka, o jakiej można... Nie, ja o tym nawet nie marzyłam. Nie będę dłużej opowiadać, relacja na www.kolumbowie.harc.pl

środa, maja 25, 2005

Heh... Mój tata chce wziąć... spodnie od sztormiaka :D

Normalnie oni się pakują jak na Sybir ! Strasznie mnie to śmieszy, jak bardzo oni są podrajcowani tym wyjazdem :) Nie no, czemu nie. Cieszę się, że się cieszą. Dobrze im zrobi trochę relaksu i posmak żeglarstwa. Przeciez w każdym wieku można zaczynac. Właściwie...

* * *

BŁAHAHAHAHAHAHAHAHA !!!!!!!!!!!!!!!!!!

No OK. Może to ja mam zbyt "luzackie" podejście... :P

Już jutro Mazury !!! Nareszcie !!! Czekam na to od... grudnia chyba, a podświadomie pewnie jeszcze dłużej. Właściwie to powinnam powiedzieć: już za5 godzin, bo tak właśnie mi zakomunikowano przed chwilą; ruszamy o 3.30. W sumie nie opłaca się iść spać, mogłam iść z chłopakami (Gasparem i Mateuszem) na imprezę (koncert Gdańskiej Formacji Szantowej, EKT Gdyni, Canoe i Kogi) do Cape Hornu (nowej tawerny zeglarskiej w Łodzi w miejscu dawnej Margot), rozgrzać się szantowo i... wrócić na trzecią do domku :P No ale już, przepadło. Barrrdzo mnie cieszy, ze wyjeżdżamy o tak nieludzkiej porze. Przynajmniej jeśli to ma oznaczać wcześniejsze przybycie do Giżycka :D
Najblizsze cztery dni musze podzielic równo między napawanie się żeglugą, dzielenie ploteczek z koleżanką, smażenie kiełbasek przy ognisku i umilanie (opcjonalnie obrzydzanie) innym czasu grą i śpiewem oraz - niestety - naukę. Jakby mało było samego faktu, to będzie to nauka matmy, chemii i fizyki - przejsz to nawet brzmi okrutnie !!!
Ale dziś nic mi nie zepsuje humoru i błogiej wizji długiego weekendu. NIC.
Na Mazury, Mazury, Mazury... :D:D:D