poniedziałek, czerwca 21, 2004

Szuflada nr 3, 4 i 5: LHZ
Trzy szuflady jak trzy literki i cały worek wspomnień, aż szkoda było je przesypywać doodległych szyflad. Ale cóż, w tych wierzchnich musi być miejsce na nowe. Dłuugo zwlekałam z sortowaniem, tak samo jak dłuugo się wylegiwałam w wannie po powrocie (po pierwsze, żeby się domyć, po drugie w nadziei, że wreszcie poleci gorąca woda, i jedno i drugie nie wypaliło).
Nasz wielki namiot - nie wiem, jakim cudem zmieścił się w szufladzie - i wielka, wypukła skiba w odcinku lędźwiowym kręgosłupa mojego, Ani Kawińskiej, Ali i Mirki. I moja piękna (gitara, oczywiście). I gry integracyjne, i drętwe towarzystwo, i niedrętwy Łosiek, i przesłuchanie i kolorowe ubranka, w których nie wyglądałyśmy mimo wszystko gorzej, niż się spodziewałam. O, paprochy w skarpetce! To z sobotniej gry harcowej: w 7 godzin dookoła świata. zaliczyłyśmy 13 punktów, wykonałyśmy 10 zadań. I przeprowadziłyśmy doraźną akcję reanimacyjną - Mirka, jesteś wielka ;) - a dalej dopiszę jutro...