sobota, stycznia 15, 2005

Kurde siedzę od półtorej godziny przed kompem a powinnam nadrabiać zaległości... Ot, choćby, uczyć się historii :P :D No bo dziś spędziłam pół dnia skacząc, niczym Gumisie, "tam i siam": na niemieckim, na zbiórce u Maćka, w bliżej niesprecyzowanym tak zwanym "centrum"... I jutro też za wiele nie popracuję bo się znowu na niemiecki wybieram i jeszcze na łyżwy... W ogóle to jeśli z tym lodowiskiem wszystko wypali tak jakbym chciała to będzie baaardzo wspaniały dzień... Ale o tym jutro, nie lubię chwalić dnia przed zachodem słońca.
Dziś przeżyłam straśnie miły szok związany z mieszkaniem wspomnianego Maćka - nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu! To apartamentowiec w stylu takich, jakie są w filmach Woody'ego Allena, zresztą samo mieszkanie też: dwie kondygnacje (przynajmnije tyle widzieliśmy), nowocześnie urządzone, wejście od strony podłużnego balkonu wychodzącego na podwórze, no i najfajniejsze - klasyczny, zblazowany czarny kot z wielkimi zielonymi oczami :))) Naprawdę fajne miejsce, aż mu zazdroszczę...

Na zbiórce była nowa druhenka, Daria - właściwie to duża druhna, jest na pierwszym roku Uniwerku Medycznego :) Chyba wszystkim przypadła do gustu, w każdym razie mnie na pewno - taka lolowa osóbka (© by Gapsar albo Stefan, nie pamiętam), czyli - jak wszyscy w naszej drużynie :D:D:D Dlatego też zbiórka to był po prostu taki cyrk... Zasadniczo mieliśmy grać w jakiegoś Warhammera czy coś w tym stajlu i choć Maciek twierdzi, że wszystko się rozsypało, to wszyscy bawiliśmy się po maksie!!! Nikt nie wiedział o co chodzi, więc były takie gagi jak Stefan deportujący się do Cleveland, Paweł wydłubujący zatrutą Delicję z oka i strzała wbita w obojczyk... na plecach :P Ogółem kupa śmiechu i, jak zwykle, spotkanie mocno towarzyskie... Naprawdę wypas.
No nic, chyba spróbuję się jednak wziąć za robotę... Życzcie mi powodzenia.