czwartek, października 07, 2004

O szit. Jutro kartkówka z matmy a ja jestem jeszcze w cloud cockoo land, jakby to powiedział Adam. W ogóle to mogę sobie pogratulować – we wtorek zaliczyłam pierwsze w tym roku, a tak naprawdę to w życiu, wagary. Bardzo kulturalnie olałyśmy z Marysią z klasy matematykę, po drodze do sklepu z płytami winylowymi jeszcze zadzwoniłyśmy do Karoliny siedzącej na lekcji, żeby dopilnowała dziennikowej z wpisaniem nam obecności. Nie straciłam wiele, doprawdy…
Dobra, biorę się zaraz. Jeszcze wyślę wiadomość do Adriana, który nie wiedzieć czemu nagle sobie o mnie przypomniał – mam nieodebrane połączenie. Aha – Adrian to chłopak z Rucianego, którego poznałam na obozie żeglarskim. Taaa… jak fajny to albo zajęty, albo mieszka za daleko. Ja to mam niefart.
Nieee chce mi seee… Głowa mnie boli. Po aerobiku mi się poprawiło na trochę (świeża dostawa tlenu :)), ale chwilę później wróciło do normy. Musze się wyspać. Żeby się wyspać muszę położyć się wcześniej, ergo muszę wcześniej skończyć pd, ergo muszę się za to szybko zabrać. Czemu wszystko sprowadza się do jednego… (nie, tym razem nie chodzi o seks)
A w ogóle to jutro mam debiut jako asystentka Zawiszy – muszę przyjść wcześniej (bleee…) i przerobić w grupie mniej zaawansowanej adjectifs possesifs (zaimki dzierżawcze). Jakoś nie mam tremy… Ale i tak kto żyw niech trzyma kciuki.