He he. Tak sobie czytałam właśnie bloga Saperki (nawet to zaniedbuję ostatnimi czasy :P), która pisze po kilkudniowej przerwie, że dawno już u niej posta nie było. W takim razie mój blog, gdyby miał oczy, już by dawno zapomniał jak wyglądam. Ale nieee, nie ma tak dobrze… Wracam, przynajmniej na tak długo aż mi się znów nie znudzi.
Muszę sobie zrobić przerwę, bo od rana (a w gruncie rzeczy od trzech tygodni) uczę się non – stop do olimpiady z angielskiego. Dostałam się jakimś dziwnym fartem do drugiego etapu, to teraz cierpię… ;) Nieprawda, w sumie to wolę siedzieć teraz w domu i czytać o którymś z kolei Richardzie albo Henrym, któremu obcięto głowę, niż opłakiwać w szkole czas stracony na majzie albo biologii. A ci królowie, poza tym że pieprzą mi się okrutnie (no bo jak można w ciągu ponad tysiąca lat istnienia kraju mieć monarchów używających raptem czterech czy pięciu imion na krzyż!), to nawet śmieszni goście momentami byli, jak Edward trzeci, który latał za panienkami podnosić im chusteczki (niezła wymówka), czy Henryk ósmy, który uparcie twierdził, że parlamentarny pieniądz śmierdzi (wprost przeciwnie do kościelnego, który czerpał garściami).
Dobra, koniec. Jak się teraz wezmę porządnie do roboty, to w niedzielę znajdę może trochę czasu na kwestowanie z WOŚPem. Gdybym tylko wiedziała przy wypełnianiu tej karteczki w sztabie w listopadzie że finał będzie dzień przed olimpiadą! No cóż, shit happens i nic się na to nie poradzi. Jeszcze tylko trzy dni…

1 Comments:
Cze AgraFka!!! Widzę, że jest wielki powrót :D Będę trzymać kciuki!!! Dasz radę! Narq i zapraszam do mnie:P:P:P
Prześlij komentarz
<< Home