Heh... Mój tata chce wziąć... spodnie od sztormiaka :D
Normalnie oni się pakują jak na Sybir ! Strasznie mnie to śmieszy, jak bardzo oni są podrajcowani tym wyjazdem :) Nie no, czemu nie. Cieszę się, że się cieszą. Dobrze im zrobi trochę relaksu i posmak żeglarstwa. Przeciez w każdym wieku można zaczynac. Właściwie...
* * *
środa, maja 25, 2005
Już jutro Mazury !!! Nareszcie !!! Czekam na to od... grudnia chyba, a podświadomie pewnie jeszcze dłużej. Właściwie to powinnam powiedzieć: już za5 godzin, bo tak właśnie mi zakomunikowano przed chwilą; ruszamy o 3.30. W sumie nie opłaca się iść spać, mogłam iść z chłopakami (Gasparem i Mateuszem) na imprezę (koncert Gdańskiej Formacji Szantowej, EKT Gdyni, Canoe i Kogi) do Cape Hornu (nowej tawerny zeglarskiej w Łodzi w miejscu dawnej Margot), rozgrzać się szantowo i... wrócić na trzecią do domku :P No ale już, przepadło. Barrrdzo mnie cieszy, ze wyjeżdżamy o tak nieludzkiej porze. Przynajmniej jeśli to ma oznaczać wcześniejsze przybycie do Giżycka :D
Najblizsze cztery dni musze podzielic równo między napawanie się żeglugą, dzielenie ploteczek z koleżanką, smażenie kiełbasek przy ognisku i umilanie (opcjonalnie obrzydzanie) innym czasu grą i śpiewem oraz - niestety - naukę. Jakby mało było samego faktu, to będzie to nauka matmy, chemii i fizyki - przejsz to nawet brzmi okrutnie !!!
Ale dziś nic mi nie zepsuje humoru i błogiej wizji długiego weekendu. NIC.
Na Mazury, Mazury, Mazury... :D:D:D
niedziela, maja 15, 2005
"Dans le port d'Amsterdam,
y a des marins qui chantent,
les reves qui les hantent
au large d'Amsterdam..."
Wczoraj ściągnęłam sobie tę piosenkę Brela i słucham jej teraz na okrągło... Już tak bardzo chcę na morze...
Tak się cieszę, ze pogodziłam się z Saperką i mogę odszczekać to z poprzedniego postu! Ale nie usunę go, bo jest zapisem moich odczuć sprzed tygodnia. Po prostu zamykam rozdział i idę dalej :) Aniu, wielkie dzięki - co ja bym bez Ciebie zrobiła ;)
Jedno co mi psuje humorek to fakt, ze ten fantastyczny weekend powoli dobiega końca... A to oznacza ciężką harówkę. Zaraz zresztą wracam do roboty bo jeszcze jedna impreza wieczorem a ja w lesie ! Wczoraj znów byłam w domu tylko przez godzinę rano i pół wieczorem (choć plan był troszkę inny :P) i też nic nie zrobiłam...
Oj bo mie fczoraj Kwachu zbajerował żebym przyszła do nich na DeZetę to se pośpiewamy i wogle... (W ramach święta Łodzi na Piotrkowskiej jest festyn i chłopcy z Albatrosa ;))) przyciągnęli z Mazur satanistyczny kecz na lawecie i reklamują BTŻ przy Pasażu Schillera) No i po niemieckim i zbiórce zamiast pojechać prościutko do domu zawróciłam na Pietrynkę i tak już zostało :) Planowany powrót "na kwadrat" przesunął się z 15.00 na 19.00, ale co tam. Przynajmniej pomęczyliśmy trochę z Krzysiem nasze wiosła, poznałam kolejnego chłopca z Albatrosa - Ziemka (to już prawie cała kadra ;)) i zjadłam pizzę na koszt kpt. Stańczyka :D Normalnie schiza że bakałamażan do kwadratu ! :P
Na razie muszę iść się uczyć. Ale już wkrótce...
Dans le port d'Amsterdam...
sobota, maja 07, 2005
I znowu mam wolne 4 dni !! Jeśli wydawało mi się w majowy weekend że się lenię, to to co robię teraz nie podlega żadnej definicji. Wstaję z trudem przed południem, żeby jakoś zdążyć na spotkania ze znajomymi, snuję się po mieście, robię co tylko dusza zapragnie...
Czwarteczek - wizyta w starej szkółce, a później w Galerii.
Piateczek - wizyta najpierw w Galerii z Mirką, potem... Miał być Kubryk, ale wróciłam z miasta ścięta. Ale sobie teraz pluję w brodę !
Dzisiaj - niemiecki, potem - WIELKI powrót do RetSatu i kręcenie programu o harcerstwie w Choragwi Łódzkiej, wywiad z SZYCHĄ - druhem komendantem MIKĄ :D oraz wizyta w sympatycznej tawernie przy Stefanowskiego z kolegą Piotrem :)
Jutro - kościółek :>, basen, na chwilę do ŁDKu (RetSat cd.), sprawy drużyny i jak JESZCZE będzie mi sie chciało gdzies iść to Gniazdo Piratów - chyba bym sobie jednak nie wybaczyła jakbym jakoś o ten Kubryk nie zahaczyła :)
Ale muszę też wspomnieć o czymś bardzo NIEsympatycznym i mam nadzieję że Saperka to przeczyta - naprawdę się wkurzyłam z powodu tego Albatrosa. W końcu umawiamy się już od zeszłego roku na ten wspólny wyjazd, a dla Ciebie nagle ważniejsi stali się nowi koledzy ze szkoły. Nie udawaj też, że nie wiesz, że obóz harcerski jest dla mnie ważny. Słowem, NIE MOŻNA nie odebrać Cię teraz jako egoistki, a przykro mi tym bardziej, że pokazałaś (a może udawałaś?) ostatnio, że bardzo się cieszysz na nasz wspólny wyjazd. Naprawdę tego nie widzisz ? Mam nadzieję, że pogadamy o tym jeszcze - ale nie w szkole, gdzie pełno dookoła Twoich PRZYJACIÓŁ przed którymi musisz być kimś innym niż byłaś jeszcze niedawno dla mnie.
Pozdrawiam wszystkich Piratów :))
niedziela, maja 01, 2005
Już nie wiem, pisać na ten blog czy nie pisać... Nie ukrywam, że w większości przypadków mi się strasznie nie chce, nie to, że mam nieciekawe życie... ;) Dzisiejszy dzionek akurat był wyątkowo leniwy, spędzony trochę na pisaniu obrzydłej pracy z polskiego (filozofia egzystencjalizmu, brrr), trochę (w większości) na działce psiapsióły w Sokolnikach - w "Soko", jak to ona mówi :) Właściwie to nie wiem jak tą naszą przyjaźnią, bo się ledwie widujemy w tym roku szkolnym, kiedyś byłysmy sobie bardzo bliskie. To tak jest, z miłością podobnie, jak powiedział arabski mędrzec: "Ludzie, którzy kiedyś się kochali, są sobie najbardziej obcy". Zatrważająco prawdziwe...
No ale nic. Jutro kolejny leniwy majowo - weekendowy dzień, popiszę znowu, wieczorem może na imprezkę... Jak rodzice mnie nie puszczą, to zostaje mi już chyba tylko zakon. Tak dawno się nie bawiłam! Zobaczymy, co się da zrobić. Tymczasem do usłyszenia... Ech, sama nie wiem kiedy. Po prostu jak mi się znowu zachce.
