Ale schizy się działy przez ostatni tydzień ! Głowa mała. Najciekawsze dni:
Poniedziałek 6. czerwca - kręciliśmy pokaz musztry dla RetSatu w strugach deszczu (wielka buźka dla całej mojej drużyny za stawienie się w fantastycznym składzie i dzielne markowanie kroku w kałużach !!! :*), a potem przemoczona pojechałam na salsę; gdy wróciłam do domu o dziewiątej, głodna, zmęczona, mokra i zmarznięta, wlazłam natychmiast do kabiny prysznicowej, żeby odkryć, że... nie ma ciepłej wody. Ale co to dla prawdziwych komandosów z jedynki ! :P Jakoś się nie rozchorowałam do tej pory...
Środa 8 czerwca - i mój DELF. Poszło piknie całkiem, mimo że pomyliłam adresy - zamiast do Rektoratu UŁ zjawiłam się w Alliance Francaise, ale panie się nade mną zlitowały i znalazły mi dodatkowy arkusz egzaminu i wolne miejsce na sali. Potem zlitowały się jeszcze raz, gdy na kolejnym egzaminie, już po przenosinach do rektoratu, omal nie zemdlalam przez ból brzucha i zaparzyły mi ciepłej herbatki :))) Moja mama twierdzi, że mój skręt kiszek mial jakiś związek z owulacją. Całkiem prawdopodobne, widać jestem skazana na cierpienie...
Piątek, sobota, niedziela - LHZ. Upragniony naramiennik, sznur i... laska skautowa dla naszego patrolu!!! To był po prostu kosmos, najwspanialsza niespodzianka, o jakiej można... Nie, ja o tym nawet nie marzyłam. Nie będę dłużej opowiadać, relacja na www.kolumbowie.harc.pl

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home