sobota, czerwca 25, 2005
Za wszystko... Dziękuję :*
Jestem w innym świecie... Wszystko dzięki Przejściom. Jak zwykle wychodzę z ich koncertu jakaś zaczarowana... I jeszcze ta nasza Piotrkowska nocą... Ruchliwa, ale nie tak jak w dzień: radosna, rozkrzyczana, zabiegana, w pośpiechu... Nie, teraz ruch był raczej zblazowany, dość melancholijny i taki... pewien swojego uroku. Czuję się uwiedziona, zachwycona, zamyślona...
piątek, czerwca 17, 2005
I jeszcze smutnista nowinka na koniec: ze Stryjem się pożegnałam dzisiaj ! Na caaaaały miesiąc ;( Dostałam od niej upominek i pięknego liściocha, aż się wzruszyłam... Cytuję: "Powiedz Ty mi Ty, jakby wyglądał ten mój rok, gdybyśmy se wtedy tego dnia najpierwszego w ławce razem nie usiadły? Aż strach pomyśleć! No ale w końcu - przeznaczenie! :)" Sama prawda kumie! Chlip... Ale już za miesiąc se po górach razem połazimy, Stryjeńku Ty mój najprzewspanialszy...
A dziś kolejna realizacja pod kryptonimem "Z harcerskiego plecaka". To już trzeci program, który kręcimy z Kasią do naszych prób na stopnie rozmaite ! Okupiony ciągłym użeraniem się z p. Florczakiem (pseudo "szef" :P), który najchętniej zrobiłby półgodzinny program z dwudziestu minut materiału, najlepiej bez wychodzenia ze studio. Choć dzisiaj stanęło przede mną jeszcze poważniejsze wyzwanie: wytłumaczenie operatorowi Łukaszowi, że musztra nie ma na celu wyprania mózgu harcerzy, a drużynowi nie biorą kasy za to, co robią. Na moje pytanie, dlaczego właściwie to jego Florczak wyznaczył do kręcenia programu, odparł z tym swoim szerokim uśmiechem: "Bo ja też byłem kiedyś harcerzem" Lol :D
Ale schizy się działy przez ostatni tydzień ! Głowa mała. Najciekawsze dni:
Poniedziałek 6. czerwca - kręciliśmy pokaz musztry dla RetSatu w strugach deszczu (wielka buźka dla całej mojej drużyny za stawienie się w fantastycznym składzie i dzielne markowanie kroku w kałużach !!! :*), a potem przemoczona pojechałam na salsę; gdy wróciłam do domu o dziewiątej, głodna, zmęczona, mokra i zmarznięta, wlazłam natychmiast do kabiny prysznicowej, żeby odkryć, że... nie ma ciepłej wody. Ale co to dla prawdziwych komandosów z jedynki ! :P Jakoś się nie rozchorowałam do tej pory...
Środa 8 czerwca - i mój DELF. Poszło piknie całkiem, mimo że pomyliłam adresy - zamiast do Rektoratu UŁ zjawiłam się w Alliance Francaise, ale panie się nade mną zlitowały i znalazły mi dodatkowy arkusz egzaminu i wolne miejsce na sali. Potem zlitowały się jeszcze raz, gdy na kolejnym egzaminie, już po przenosinach do rektoratu, omal nie zemdlalam przez ból brzucha i zaparzyły mi ciepłej herbatki :))) Moja mama twierdzi, że mój skręt kiszek mial jakiś związek z owulacją. Całkiem prawdopodobne, widać jestem skazana na cierpienie...
Piątek, sobota, niedziela - LHZ. Upragniony naramiennik, sznur i... laska skautowa dla naszego patrolu!!! To był po prostu kosmos, najwspanialsza niespodzianka, o jakiej można... Nie, ja o tym nawet nie marzyłam. Nie będę dłużej opowiadać, relacja na www.kolumbowie.harc.pl

