"Dans le port d'Amsterdam,
y a des marins qui chantent,
les reves qui les hantent
au large d'Amsterdam..."
Wczoraj ściągnęłam sobie tę piosenkę Brela i słucham jej teraz na okrągło... Już tak bardzo chcę na morze...
Tak się cieszę, ze pogodziłam się z Saperką i mogę odszczekać to z poprzedniego postu! Ale nie usunę go, bo jest zapisem moich odczuć sprzed tygodnia. Po prostu zamykam rozdział i idę dalej :) Aniu, wielkie dzięki - co ja bym bez Ciebie zrobiła ;)
Jedno co mi psuje humorek to fakt, ze ten fantastyczny weekend powoli dobiega końca... A to oznacza ciężką harówkę. Zaraz zresztą wracam do roboty bo jeszcze jedna impreza wieczorem a ja w lesie ! Wczoraj znów byłam w domu tylko przez godzinę rano i pół wieczorem (choć plan był troszkę inny :P) i też nic nie zrobiłam...
Oj bo mie fczoraj Kwachu zbajerował żebym przyszła do nich na DeZetę to se pośpiewamy i wogle... (W ramach święta Łodzi na Piotrkowskiej jest festyn i chłopcy z Albatrosa ;))) przyciągnęli z Mazur satanistyczny kecz na lawecie i reklamują BTŻ przy Pasażu Schillera) No i po niemieckim i zbiórce zamiast pojechać prościutko do domu zawróciłam na Pietrynkę i tak już zostało :) Planowany powrót "na kwadrat" przesunął się z 15.00 na 19.00, ale co tam. Przynajmniej pomęczyliśmy trochę z Krzysiem nasze wiosła, poznałam kolejnego chłopca z Albatrosa - Ziemka (to już prawie cała kadra ;)) i zjadłam pizzę na koszt kpt. Stańczyka :D Normalnie schiza że bakałamażan do kwadratu ! :P
Na razie muszę iść się uczyć. Ale już wkrótce...
Dans le port d'Amsterdam...

2 Comments:
Będzie byczo normalnie!!! :)
Prooooooste? :P
Pozdro :*
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Prześlij komentarz
<< Home