piątek, lipca 09, 2004

To wszystko było, minęło, zostało tylko wspomnienie...
Ojej... Gdybym wiedziała, że to tak szybko zleci...
Ale jestem w pełni zadowolona ze spędzonego czasu. Przede wszystkim nie traciłam go zbyt wiele na spanie. Zbyt fajną mieliśmy ekipę - właśnie widzę ich na zdjęciu, od lewej: Martyna, Patryk, Mateusz, Jędrek, Dagmara, a oprócz nich jeszcze Agnieszka, Gaśnica i Antek. Nie spaliśmy za dużo, bo jak ktoś miał wachtę w środku nocy, to reszta z reguły wiernie mu towarzyszyła... Trzeba było widzieć te odjazdy, przepały i wygłupy.

Raz do sułtana przyszedł bardzo stary żebrak,
Dobrego wychowania żebrakowi nie brak,
O, Alla, Alladyna lampa,
Dobrego wychowania żebrakowi nie brak
Turcja, Turcja...


Tak się cieszę, że było tam tylu fajnych ludzi... A zupełnie fantastyczne jest to, że prawie wszyscy (poza Martynką ;( i Patrykiem :)) mieszkają w Łodzi i spotkaliśmy się we wtorek na Shreku :D !!
No i to morze... Północne jest niesamowite i buja na maksa (7-8 w skali Beauforta prawie na okrągło), i nie chorowałam! Mam w książeczce żeglarskiej kolejne 79 godzin na morzu, z czego 11 pod żaglami - tymi wielkimi, trójkątnymi, pożółkłymi żaglami. Wiatr choć trochę nas w końcu dopieścił... Zaliczyłąm też żeglugę po kanale, Tamizie i przeprawę przez śluzę. I doprowadziłam statek aż do słupków redy w Holandii!
Powtórka z Londynu - to mi się nie znudzi :) - i oczywiście Amsterdam. Miasto, w którym wszystko wolno i starówka śmierdzi marychą.

Podsumowując - cztery i pół kliszy, dwie taśmy z kamery, kilka pamiętek, a przede wszystkim mnóstwo, mnóstwo wspomnień i garść doświadczenia. Strat nie zarejestrowano ;)

Ten tydzień też był udany. We wtorek, jak już wspomniałam, spotkaliśmy się z Gosią, Mateuszem, Agnieszką i Dagmarą w kinie, a wieczorem przyszła Agnieszka - z nowiutkim Alvaro! (dla niewtajemniczonych - gitara) W środę przyniosłam do odmu dwie nowe plomby, dżinsy oraz krawat i mundurek 1. LO. Zabawne - gdy się w niego ubrałam, przyszło mi do głowy, że jestem już licealistką i zrobiło mi się tak dziwnie... Ale to było miłe. Obejrzałam jeszcze "To właśnie miłość" z uroczo ciapowatym Hugh Grantem i moim ulubionym Alanem Rickmanem. We czwartek zaś odwiedzili nas Płoccy i - sama dotąd nie wierzę - okazało się, że Asia nie tylko pięknie gra na gitarze, ale też zna Zbyszka Piotrowicza, wujka Mateusza, który był z nami na rejsie. Ba, podkochiwała się w nim w liceum! Zwierzyła się, że to dlatego, że tak wspaniale grał i śpiewał... Skąd ja to znam...
Na zakończenie powiem jeszcze, że jestem piąta na liście w klasie 1a w jedynce. Przede mną jest niejaka Barbara Białecka, a za mną m. in. Bartłomiej i Jakub Redlińscy, Anna Stryjewska i Mateusz Załuska. Do zobaczenia we wrześniu :*