O Jezu, ale fatal. Zdycham od momentu kiedy się obudziłam. Oczy jak szparki, ledwie przebieram nogami, a zdolność konstruktywnego myślenia jak u… nie wiem, nic mi nie przychodzi do głowy. Jak mi się w szkole już któryś raz zebrało, żeby zejść, poszłam do pielęgniarki zmierzyć ciśnienie i z makabrycznym 140/85 przesiedziałam lekcję wuefu na ławeczce. Jakby ktoś miał pomysł, o co tu chodzi to niech się nie krępuje, chętnie się dowiem.
Korzystam, bo chwilowo po obejrzeniu „Thelmy i Louise” poprawiło mi się samopoczucie, więc piszę. Ale tylko tyle – idę spać, bo jak nie to zgon…
środa, września 29, 2004
niedziela, września 26, 2004
I znowu zniknęłam na długo… A było o czym pisać, było. Tego tygodnia nie spędziłam jak zwykły kujon z jedynki, o nie (a są tam tacy??). Może to potwierdzić sam profesor Mateja :D, którego spotkałam… Na koncercie w Zapiecku. No trudno, relacja będzie chaotyczna.
W czwartek o dwudziestej odwiedziłam pierwszy raz knajpę, która okaże się później jednym z bardzo ważnych miejsc na mojej mapce Łodzi – to wiem na pewno. Lokal jak lokal – tyle tylko, że: a) wśród bywalców jest multum moich znajomych, b) co tydzień odbywa się tam impreza Pt. „żeglarski czwartek”, c) właśnie zbankrutowała tawerna Margot (bu…L), a ja muszę od czasu do czasu gdzieś pośpiewać szanty.
A więc we czwartek bawiliśmy się z towarzyszami Gasparem i Stefanem na koncercie Czterech Ref, gdzie nadzialiśmy się na naszego nauczyciela informatyki. Uprzejmie się zdziwiliśmy, że go widzimy, on uprzejmie się zdziwił, że „pierwszaki przesiadują w takich spelunach”, po czym wywiązała się około półgodzinna konwersacja zakończona przez niego stwierdzeniem, że mamy u niego plusy oraz żebyśmy wypili jego zdrowie (w tym miejscu wtrącił się jego lekko podchmielony brat – profesor fizyki z okrzykiem: „Soczkiem!!”). Oczywiście w szkole nie chcieli mi wierzyć, sceptycy wstrętni, ale jeszcze się przekonają jutro na TI ;)
Natomiast osobą, która zdziwiła się, że nie byłam w Zapiecku nigdy wcześniej, był Jurek, który siedział z nami w Zarzęcinie w weekend – prowadził DeZetę. Tak! Zakosztowałam wreszcie żeglowania na tym satanistycznym wehikule! Zostawia niesamowite wrażenie. Jakbym się tak jeszcze nauczyła na tym porządnie żeglować… Mazury, szykujcie się…
Oprócz DeZety pływaliśmy jeszcze na Omegach, z których jedną prawie wywróciłam w ramach mocnego akcentu na zakończenie wypadu. Załoga zachwycona, sternik bardzo mokry (to była moja zemsta…), a łódka… No cóż, fajnie się pływa w wannie ;).
Taaak, a teraz się położę… A może jeszcze napiszę do gazetki gimnazjalnej recenzję dobrego filmu („Zakochany bez pamięci” – polecam romantykom i fanom klimatów Kaufmana), który dziś widziałam? Podkreślam, do gimnazjalnej, bo coś czuję, że ten „Koper” to będzie niewypał. Przy całych wysiłkach mocnego grona redaktorskiego z naszej klasy (Mateusz, Bartek, Łukasz) mam poważne podstawy do obaw o efekt końcowy. Coosh, 3mam kciuki i… biorę się do pisania.
czwartek, września 16, 2004
„Jutro popłyniemy daleko,
Jeszcze dalej niż te obłoki,
Pokłonimy się nowym brzegom,
Odkryjemy nowe zatoki…”
Tak jest! Jutro wracam na wodę! Nie będą to co prawda wzburzone fale Morza Północnego, tylko Zalew Sulejowski, a poniesie mnie nie wspaniały trzymasztowy szkuner, ale zwykła Omega, ale kto by się przejmował szczegółami? Zabieram się z 47. WŁDW ze szczepu im. Traugutta – co nie oznacza, że mam w planach przyłączenie się do tej drużyny, o nie, panie Piotrze ;) Nie w moment po tym, jak zostałam wybrana (chyba) na drużynową w raczkującej na razie 31. wędrowniczej ŁDW „Lawina” – nowej drużynie w naszym szczepie. Nie wtedy, gdy rozpoczęliśmy pracę nad znakami służb, nie w chwilę po decyzji przyłączenia się do akcji „Łatwopalni”. Bardzo chcę, żeby pod koniec tego roku obok prężniej działających 23. i 24. pojawiła się odjechana na maksa drużyna wędrownicza, co najmniej tak zgrana i sympatyczna, jak 86. WŁDW. Taką mam skromną ambicję, a Ciebie, Saperko, proszę… Nie, nie o rozgrzeszenie i pokutę, ale o decyzję i commentsa :)
Dwa tygodnie minęły od ostatniego postu i sytuacja znacznie się poprawiła. Po prostu sama zakopałam się w swojej piaskownicy i póki co nieźle się w niej bawię… Właśnie ze sporym sentymentem oglądałam zdjęcia z naszej ostatniej klasowej Wigilii w gimnazjum(patrz góra) i mimo pełnej świadomości wszystkich wad tamtej szkoły zrobiło mi się dzięki tym fotkom bardzo ciepło… Emanuje z nich naprawdę rodzinna atmosfera (sic! szkoła!), tam każdy miał swoje miejsce, miał w czymś oparcie. A teraz, w nowej szkole, czuję się nowa, może nie obca, ale też nie swoja. O właśnie – ten budynek jest wobec mnie strasznie obojętny. Po prostu wchodzę i wychodzę, nie zostawiając nic z siebie.
W ogóle Koper wyglądałby chyba dla mnie jak monumentalna rzeźba, gdyby nie żywi i całkiem przyjaźni ludzie wewnątrz. Znam tam sporo ludzi, wciąż mówię komuś „cześć” na korytarzu. Moja klasa nie potwierdziła żadnych obaw co do kujonostwa i lizusostwa w jedynce – to są pozytywnie zakręceni, rozrywkowi ludzie ze sporymi zadatkami na przyjaciół, a przy tym wszyscy cholernie zdolni i inteligentni. Naprawdę – w życiu nie widziałam takiego stężenia geniuszy na metr kwadratowy, mam w klasie osiemnastu laureatów! W tym i ja :) –=Pierwsza A rządzi!!!=–
czwartek, września 02, 2004
Chciałabym… Wsiąść w najbliższy pociąg donikąd i zniknąć na chwilę. W miejsce, w którym nie znajdą mnie moje myśli – boli mnie już od nich głowa. Źle się dziś czuję.
A przecież nie ma żadnego konkretnego powodu. Po prostu walą się stare układy, to wszystko. To się zdarzyło w historii już tyle razy – ludzkość powinna się przyzwyczaić… „So wy do I feel so sad?...”Zmiana szkoły i koniec wakacji, to chyba wystarczający pretekst do wywalenia połowy życiorysu do góry nogami. Idiotycznie teraz wygląda. Ciąg dalszy wykradł babciną biżuterię i wyjechał do Ameryki. Farsa.
Boli mnie patrzenie, jak drogi moje i moich przyjaciół stopniowo się rozchodzą. Każdy ma już nową piaskownicę i zabawki. Są przy tym tak zajęci sobą… A ja się czuję samotna. Saperko, jesteś jedynym jasnym akcentem w tej kompozycji…
Póki jestem z nową klasą i sama wtapiam się w środowisko, jest OK. Za to po powrocie… Może to minie, początkom zwykliśmy wybaczać więcej, niż na to zasługują. Jest pustka między starym, co odeszło, a nowym, co jeszcze nie nadeszło. Taki lajf…
„Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie,
Odejdziecie, sam zostanę na rozstaju dróg.”



