sobota, czerwca 05, 2004

De Alto Cedro voy para Marcane,
Luego a Cueto voy para Mayari...

Ta piosenka z repertuaru Buena Vista Social Club wywodzi się z kubańskiej muzyki son, a jest luźnym zlepkiem historii o namiętności, słońcu i Kubie. A co najważniejsze - Kolumbijki Band zaprezentują jej nową, niepowtarzalną aranżację już wkrótce na Festiwalu Piosenek Różnych Kultur na XIV zjeździe LHZ Rokiciny 2004! Wstęp wolny, darmowe napoje proszę przywozić ze sobą! Świetna zabawa (boki zrywać) gwarantowana od rana do wieczora! Zapraszamy gorąca jak na Kubie! Mam dziwne przeczucie, że Saperka ma na blogu taki sam wstęp... Eee, nie. Przeliczyłam się. I w dodatku tłumaczy się sklerozą! Też coś ;)
Miałyśmy dzisiaj próbę - pierwszą z prawdziwego zdarzenia, z publicznością ( mój pies, jak chce, potrafi być bardzo wyrozumiały...). Generalnie jest spox, tylko druhenki (fszystkie, ja też) muszą popracować troszkie nad wyczuciem rytmu. Ale co tam w końcu das ubung macht der meister! (ćwiczenie czyni mistrza, dla deutschniekumatych)
A ja jestem już trochę deutschkumata i jeszcze się pochwalę że francaiskumata też! Byłam dziś na wspomnianym już w poście z piątku co to sie przesunął na środę egzaminie ustnym w 13 LO i chyba im się spodobało, bo na koniec odbyła się taka rozmowa (wolne tłumaczenie z francuskiego):
EGZAMINATORKA: Dlaczego chcesz chodzić do trzynastki?
JA: Bo mogę tu kontynuować naukę francuskiego.
EGZAMINATORKA: A czy znajduje się na pierwszym miejscu na twojej liście preferencji? [spryciara...]
JA: Niestety nie, bo mieszkam dość daleko i miałabym problem z dojazdem.
EGZAMINATORKA [w przypływie nagłego entuzjazmu]: -Będę ci opłacać taksówki!
Normalnie człowiek się czuje taki podbudowany od razu! Żebym tylko miała do tego powody 14. i 15. czerwca... (DELF) Stanowczo ten rok upływa mi pod znakiem francuskiego. 2. miejsce w konkursie ogólnołódzkim, 1. w dyktandzie (organizowanym przez tęże trzynastkę), najlepiej zaliczony egzamin pisemny, teraz DELF... Wygląda na to, że się za ten język porządnie wzięłam! W ogóle ja się języków lubię uczyć. Jedziesz potem gdzieś za granicę i wszędzie jak u siebie w domu... Ostatnio nawet gadałam z Francuzami na stoku na Słowacji, a potem w hipermarkecie w moim kochanym mieście! (Łódź - jakby sięktoś dotąd niei skapnął). Ooo, przypomina mi się ciekawa rzecz, jaka mi się dziś przytrafiła.
Jadę rano z tatą do tej 13., zaspana jak sto pięćdziesiąt, a wiadomo, że jak człowiek nieprzytomny jest, to mu różne głupie myśli chodzą po głowie, i zaczęłam rozmyślać o mojej paskudnej, kochanej Łodzi, że taka inna jest, żaden król jej nie budował, tylko ludzkie marzenia i to takie romantyczne... Potem pomyślałam, że skoro jadę na egzamin z francuskiego, to czas zacząć myśleć po francusku, i sobie całą kwiecistą wypowiedź w swojej trójkątnej główce ułożyłam. Dojeżdżam, na miejsce, wchodzę do sali, losuję temat i osłupiałam: poleć znajomemu swoje miasto. I nie wierz tu, człowieku, w przeznaczenie! Albo przynajmniej w farta!
Idę odespać, jutro trza na 10.45 do kościółka iść się wyspowiadać przed bierzmowaniem. Dobranoc.