Mam doła. A ponieważ to sprzeczne z moją naturą, to wszyscy się dziwią. Ale mnie też się coś od życia należy. I powoli krystalizuje mi się przyczyna tego stanu, oryginalna jak piosenki Britney - szkoła.
Nie chce mi się tam chodzić, napisałam już egzamin (i, nawiasem mówiąc, go sp***rzyłam), skończyliśmy przerabiać program prawie na wszystkich przedmiotach, oceny są w większości przypadków juz przesądzone, a personel szkoły i tak wypruwa sobie żyły, żeby nam obrzydło na sam koniec totalnie. A na dobitkę wszyscy gdzieś wyjechali (oprócz nas of kors) i jesteśmy sami w szkole z ponurym wyobrażeniem, jak tamci się dobrze bawią i że moglibyśmy być teraz na rajdzie świętokrzyskim. Fuck!
Jutro jest rozbój z fizyki, w czwartek z polskiego, za tydzień z geografii, muszę napisać z niej referat, na polski esej, iść na jakąś durną rozmowę z dyrektorką szkoły, do której wcale nie chcę uczęszczać i zdać DELFA w czerwcu. Rzygać mi się chce. Idę spać. Może przynajmniej dostanę rozstroju żołądka po siedmiu ogórkach, kanapce z miodem i lemoniadzie i nie będę pisać jutro kartówki.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home