26 maja - Dzień Matki
U mnie zaczął się już tydzień temu, kiedy to z moją genialną kumpelą Kasią wpadłyśmy na pomysł, że upieczemy ciasto. Już od piątku zaczęło się bieganie przez balkon 4 razy dziennie (bo to najszybszy sposób żeby się ode mnie do niej dostać i vice versa), przerwane tylko na krótko przez mój weekendowy wypad, które osiągnęło kulminację we wtorek ok. 15.00, kiedy to leciałyśmy od niej do mnie z garnkami pełnymi jajek i mleka. Gdy nadejszła wiekopomna chwila dekorowania wypieku polewą czekoladową, usłyszałam złowieszczy dźwięk silnika, a to, co się działo potem, przypomina bajki o Tomie i Jerrym - przynajmniej jeśli chodzi o tempo. To trzeba było widzieć, jak zasuwamy w panice z ciastem do piwnicy... O Jezu! Strzykawka do polewy dotąd leży skitrana za kartonem z mlekiem!!
Ale wyszło super. Ciasto było pyszne, bitą śmietanę oczywiście na wszelki wypadek kupiłyśmy obie, ale kto by się tam przejmował. Tata już zamówił powtórkę w Dzień Ojca...
A tak poza tym to przepisy vol. 2, fok na biedronkę i jazz. A na LHZ chyba będziemy śpiewać kubańskie "Chan Chan" i będzie nie byle jaki odjazd. No ba. W ogóle to chyba właśnie zostałam zaproszona do Dekompresji na imprezę. Cusz. Się zobaczy...

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home